Program zaplanuje dwadzieścia minut na wniesienie i montaż, jeżeli tyle dostanie w danych. Nie wie, że ekipa potrzebuje pięćdziesięciu. Może więc przygotować plan zgodny ze wszystkimi zapisanymi ograniczeniami, którego kierowcy nie wykonają. W takim przypadku szukanie lepszego algorytmu nie rozwiązuje przyczyny problemu.
Jak zgubić w danych 266 godzin i 40 minut
W symulacji 1600 dostaw czas obsługi wynosił 10, 20, 30, 40 lub 50 minut, średnio 30. PTV rozdzieliło zlecenia między 111 pojazdów. Następnie dla każdej wizyty wpisano 20 minut, pozostawiając pozostałe dane bez zmian, w tym 24 jednostki pojemności i 10 minut optymalizacji.
Nowy plan wykorzystywał 80 samochodów. Wyliczony koszt spadł z 131 322,93 zł do 95 503,60 zł. Na podstawie samego porównania kosztów można byłoby uznać taki wynik za sukces.
W danych ubyło łącznie 266 godzin i 40 minut obsługi: średnio po 10 minut na każde z 1600 zleceń. Nie każdą wizytę skrócono. Zlecenia dziesięciominutowe wydłużono do 20 minut, dwudziestominutowe pozostały bez zmian, a dłuższe skrócono. Łączny zapis spadł z 800 do 533 godzin i 20 minut. To zmiana danych o pracy, nie wzrost wydajności. Nie odtwarzaliśmy wykonania błędnego planu z prawidłowymi czasami, więc nie wiadomo, ile dostaw by się spóźniło.
Co właściwie mierzy status „na miejscu”
Czas od zatrzymania samochodu do odjazdu może obejmować szukanie wejścia, oczekiwanie na klienta, wniesienie, montaż i dokumenty. Jeżeli wszystko trafia do jednej pozycji, trudno ustalić, co wydłuża wizytę. Jeszcze trudniej przewidzieć kolejną.
Nie trzeba od razu mnożyć przycisków w aplikacji kierowcy. Najpierw warto porównać kilka rzeczywistych wizyt z zapisem systemowym. Czy „przyjazd” oznacza wjazd na posesję, postój na ulicy czy naciśnięcie przycisku już po wejściu do mieszkania? Czy kierowca zamyka zlecenie od razu, czy dopiero po kilku kolejnych dostawach? Od tych odpowiedzi zależy, czy dane nadają się do obliczania czasu.
Czasy należy następnie rozdzielić według usług. Wydanie paczki, wniesienie lodówki i instalacja kilku urządzeń nie powinny mieć jednego standardu. Przydatne będą liczba produktów, piętro, winda i odległość od miejsca postoju. Oprócz średniej trzeba obejrzeć długie wizyty: to one mogą przesunąć resztę dnia.
Cztery błędy, które warto znaleźć przed uruchomieniem
Podobny przegląd jest potrzebny dla adresów i pojazdów. Punkt na środku kodu pocztowego może leżeć daleko od właściwej bramy. Objętość zapisana w litrach nie pasuje do pojemności auta podanej w metrach sześciennych. Okno klienta może opisywać zakończenie usługi, podczas gdy program interpretuje je jako najpóźniejszy start.
To nie są błędy, które znikają po wysłaniu poprawnego technicznie pliku. Model zleceń PTV określa znaczenie zadań, czasów i ładunków. Integracja musi zachować to samo znaczenie po obu stronach.
Przed wdrożeniem warto sprawdzić cztery rzeczy: gdzie auto rzeczywiście podjeżdża, jakie czynności wykonuje ekipa, ile ładunku przewozi i od której godziny może zacząć pracę. Każda poprawka odkryta przez kierowcę powinna wracać do kartoteki, zamiast zostawać w telefonie dyspozytora.
Zachowaj plan sprzed wyjazdu
Do oceny systemu potrzebny jest pierwotny harmonogram. Jeżeli godziny są nadpisywane po każdym opóźnieniu, końcowy raport może pokazywać świetną zgodność planu z wykonaniem. Nie pokaże jednak, czy poranna prognoza miała sens.
Porównanie powinno odróżniać błąd przewidywania od zmiany zamówienia. Późniejsza prośba klienta o inny termin jest czymś innym niż regularnie niedoszacowany montaż. Dopiero taki podział mówi, czy należy poprawić dane, sposób planowania czy obsługę zmian.
