Przejdź do treści

Sklep sprzedaje termin. Czy transport może go dotrzymać?

Jak pokazywać dostępne terminy dostaw, uwzględniając adres, usługę i obciążenie tras. Dlaczego sam limit zamówień nie wystarcza.

Kalendarz rezerwacji na laptopie i duża flota dostawcza za oknem biura

Kalendarz w sklepie internetowym składa klientowi obietnicę, którą później wykonuje transport. Jeśli sklep sprawdza tylko liczbę zamówień na dany dzień, może sprzedać więcej montażu lub dalszych wyjazdów, niż ekipy są w stanie obsłużyć. Problem powstaje przy koszyku, choć staje się widoczny dopiero podczas układania tras.

Nie każda dostawa zajmuje tyle samo miejsca w planie

Do oceny terminu potrzebny jest adres, wielkość ładunku i zakres usługi. Dostawa obok istniejącej trasy może zmieścić się bez kolejnego auta. Taka sama paczka na drugim końcu regionu wymaga dodatkowego dojazdu. Montaż zajmuje czas i wymaga odpowiedniej ekipy, nawet jeśli urządzenie bez problemu mieści się w samochodzie.

W porównaniu okien czasowych dla tych samych 1600 syntetycznych zleceń program wykorzystał 124 auta przy szerokich oknach i 142 przy dwugodzinnych. Sam licznik przyjętych zamówień nie pokazałby tej różnicy.

Limit powinien więc uwzględniać konkretny rejon i usługę. Wolne auto we Wrocławiu nie rozwiązuje braku porannej ekipy montażowej w Warszawie. Również w obrębie jednego oddziału wolne miejsce w ładowni nie oznacza wolnej godziny u klienta.

Co sprawdzić przed potwierdzeniem terminu

System powinien ocenić, czy nowe zamówienie da się dołożyć bez naruszania terminów już obiecanych innym klientom. Jeśli mieści się dopiero po przesunięciu cudzej dostawy, sklep nie ma wolnego terminu na dotychczasowych warunkach.

Wybór klienta musi też na krótko rezerwować potrzebne miejsce w planie. Inaczej dwa równoczesne koszyki mogą sprzedać ostatni dostępny termin. Po opłaceniu zamówienia rezerwacja staje się wiążąca, a po wygaśnięciu wraca do puli. Powtórzony komunikat o płatności nie powinien tworzyć drugiego zlecenia.

Zmiana adresu, produktu lub dodanie montażu wymaga ponownego sprawdzenia dostępności. W przeciwnym razie klient rezerwuje prostą dostawę, a transport otrzymuje znacznie dłuższą usługę. Te same informacje muszą trafić do magazynu, planisty i ekipy.

Na wypadek awarii połączenia sklep potrzebuje ustalonej reguły: ograniczonej puli bezpiecznych terminów albo chwilowego wstrzymania ich potwierdzania. Pokazanie ostatnio zapisanej dostępności jako pewnej może prowadzić do podwójnej sprzedaży.

Czy zostawiać miejsce na późniejsze zamówienia?

Przyjmowanie każdego zlecenia, które jeszcze mieści się w planie, jest proste. Może jednak zająć czas na odległy adres, zanim pojawi się kilka bliskich zamówień. Stąd pomysł, by część możliwości przewozowych zachować na przewidywany późniejszy popyt.

Taką decyzję analizuje badanie oparte na zamówieniach sklepu spożywczego z dwóch niemieckich miast. Autorzy pokazują również, że większa ilość danych historycznych nie zawsze poprawia wynik. Ważne jest, czy próbka odpowiada sytuacji, którą chcemy przewidzieć.

Rezerwa może pozostać niewykorzystana, jeśli prognozowane zamówienia nie przyjdą. Dlatego taką regułę trzeba porównać z prostym przyjmowaniem zleceń na bieżąco. Kontroling porównuje wynik po kosztach obsługi, nie sam przychód z dopłat za termin. W sklepie znaczenie ma również marża towarowa zamówień, które dzięki dostępnej dostawie faktycznie doszły do skutku. Nie można uznać każdego porzuconego koszyka za utraconą sprzedaż spowodowaną transportem.

Do tej oceny nie wystarcza historia sprzedaży. Potrzebny jest także zapis terminów pokazanych w koszyku i tych, których zabrakło. Bez niego firma widzi, co sprzedała, lecz nie wie, jakich dostaw klienci nie mogli zamówić.

Wszystkie publikacje

Kontakt

Napisz, co chcesz zmienić w dostawach swojej firmy.